poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Jak Pioneer i serwis RAGZ traktuje klientów

Czyli opis własnych doświadczeń. Chyba powinno być jak to jest zrobić klienta w ch... Ale po kolei, zapraszam.

Opiszę kilka moich przygód z pewnym koncernem elektronicznym. 24 stycznia zdecydowałem się na zakup nowego odtwarzacza DVD. Nie chciałem kupować Blu-Ray, nie jest mi do niczego w tej chwili potrzebny. Mam jeden odtwarzacz, który czyta DVD-Audio i SACD oraz świetny, choć nie pierwszej młodości odtwarzacz CD Technicsa (sprawuje się znakomicie, ale Niemcy wiedzieli, co konstruują). Aby odciążyć tego pierwszego do samych płyt DVD-Video, DVD-R nabyłem nowy – Pioneer DV-420 w kolorze srebrnym. W stacjonarnych zdzierających sklepach kosztuje ok. 400 PLN (sorry – 399), ale na Allegro znalazłem za 319 PLN. Wpłata i szybka wysyłka, dobrze zapakowana. Ucieszyłem się, bo DVD posiada jeszcze gniazdo USB. Podłączyłem kabelkiem HDMI (stary jest na SCART), który wg mnie wcale nie jest taki dobry. Jeśli macie świetny analogowy kabel SCART (popularne Eurozłącze) to nie polecam HDMI. W sumie to kwestia gustu, ale czy jest lepiej? Mam zgoła odmienne zdanie. Ale idźmy dalej. DVD jako tako działało, ale używałem go sporadycznie. Nagle na początku marca zauważyłem, że ma problem z napędem. Płyty jakby do końca się nie zatrzymywały, nośnik obijał się gdzieś w napędzie. Oczywiście porysował mi kilka płyt (w tym miejscu gdzie nośnik opiera się w napędzie). 8 marca zgłosiłem się do serwisu. Że mieszkam w Łodzi to naprawą sprzętu Pioneera zajmuje się firma RAGZ. Sprawdzam w sieci gdzie znajduje się siedziba – strona DSV oficjalnego dystrybutora sprzętu m.in. Pioneer oraz Centrum Serwisowe „Tele Radio Video” podają adres: ulica Okrężna 16. No to jadę, wydawało mi się, że są to źródła wiarygodnie. Oczywiście żałuję, że nie zadzwoniłem. No, ale co tam. Jadę. Mieszkam na Teofilowie, więc kto choć trochę zna Łódź, wie jakie to za przeproszeniem zadupie ta Okrężna. Jadę ok. 15 km oczywiście korzystając z komunikacji miejskiej, bo nie mam własnego samochodu. No niestety. Na miejscu okazuje się, że jest to prawna siedziba RAGZ. Odsyłają mnie na... Al. Piłsudskiego 143. Jadę, to z Okrężnej jakieś 11 km, ale komunikacją miejską w tych rejonach dosyć ciężko się podróżuje. Docieram na miejsce. Hurra! Tłumacze Pani w punkcie przyjęć, co jest nie tak, jak się zachowuje czytnik. Wpisuje odręcznie (akurat popsuła się drukarka, komputer i cały system!) protokół oddania. Mówi mi, że gdy sprzęt zostanie naprawiony ktoś od nich do mnie zadzwoni lub wyśle mi SMS albo e-maila. Wracam do domu – 12 km. Aby oddać sprzęt musiałem przyjechać ponad 38 kilometrów! Był to 8 marca. Rzekomo mają 14 dni na naprawę, ale jak powiedziano mi w Centrali DSV to nie prawda, nie ma takiego terminu. Pani powiedziała, że sprzęt, zwłaszcza gwarancyjny ma być naprawiony najszybciej jak to możliwe. Każdy mówi co innego... Czekałem ponad tydzień, nikt nie zadzwonił. No to próbowałem się dodzwonić – nie udało się. Więc wysłałem maila i odpowiedź dostałem dosyć szybką, bo chyba po 2-3 minutach, że sprzęt jest do odbioru. Kilka razy dopytywałem się czy, aby na pewno wszystko działa dobrze. Zapewniano mnie, że tak. 16 marca pojechałem do RAGZ, aby odebrać odtwarzacz. Krew mnie zalała, bo w karcie gwarancyjnej wpisano „regulacja/zgodna ze specyfikacją” – a jeszcze bardziej termin wykonania – 9 marca! Naprawa trwała niecały dzień, bo odwiozłem go 8 po południu. Leżał tam przez tydzień i czekał na odbiór, a RAGZ nawet mnie o tym nie poinformował. Pewnie leżałby drugie tyle gdybym się sam po niego nie upomniał. Odebrałem rzekomo naprawiony i wyregulowany odtwarzacz i wróciłem do domu. Ucieszyłem się, jednak moja radość nie trwała zbyt długo. Owszem, może ciut lepiej czytał płyty ale... w sprawie wyciągania płyty z tacki nic się nie zmieniło, naprawa/regulacja kompletnie nic nie pomogła. Dalej, aby wyjąć bezpiecznie płytę musiałem odczekać 2-3 minuty, aż ta sama się zatrzyma. Wtedy bez uszkodzenia mogłem wyjąc nośnik z napędu tak, aby nie wpadał w wibracje. Oczywiście zaraz chciałem się skontaktować z serwisem. Wysłałem oficjalnie pismo do RAGZ z kopią do Centrali Serwisowej, biura handlowego DSV w Warszawie oraz biura i centrali dystrybucyjnej DSV w Gdyni. Oczywiście odpowiedzi żadnej nie dostałem, kompletnie nic. Prosiłem o kontakt, podałem numer telefonu i nic. Więc pogodziłem się z tym, jakoś przeżyję to kilkuminutowe oczekiwanie na zatrzymanie się płyty w napędzie.
Nadmienię, że sprzęt z serwisu RAGZ wrócił do mnie mocno ubrudzony od spodu jakąś śmierdzącą mazią....
Na tym kończy się pierwszy etap mojej przygody. Korzystałem ze sprzętu kilka dni, obejrzałem parę filmów. Już nie wkładałem do niego oryginalnych płyt, wszystko musiałem przegrywać, więc było to i kosztowne i mało wygodne. No, ale co zrobić? Bałem się o kolekcję oryginalnych płyt, a „zgodnie z punktem 8 gwarancji nie przewiduje się żadnych odszkodowań”.
30 marca odtwarzacz zaczął rysować soczewką płyty! No to już było przegięcie, bo rozumiem jakby się popsuł, ale on zaczął ryć soczewką okręgi na płycie. Tak załatwił mi dwie płyty DVD-R.. Wykonałem masę telefonów, do dystrybutora, serwisu RAGZ i Centrali Serwisowej „Tele Radio Video”.
Poradzono mi... oddać ponownie sprzęt do serwisu. Do tego odbierająca telefon w Gdyni (centrala serwisowa) kobieta była strasznie chamowata! Zaproponowała mi, że jak mi się nie podoba serwis RAGZ to mogę do nich wysłać sprzęt... na własny koszt. Paranoja, że mam jeszcze dopłacać do sprzętu na gwarancji koszta transportu. Stwierdziła, że inaczej by im się nie opłacało, że tak teraz jest, że takie są zalecenia i wytyczne producentów i dystrybutorów sprzętu. O czymś takim jak gwarancja door-to-door nie słyszała. Stwierdziłem, że nie mam zamiaru do tego interesu dopłacać, że mogę wysłać, ale pod warunkiem, że mi potem te koszta oddadzą. Odpowiedź była taka, że jak mi się nie podoba to proszę iść do RAGZ i się Pani wyłączyła. Pani z biura DSV powiedziała, że to dziwne i poleciła mi, abym skontaktował się z dyrektorem „Tele Radio Video” p. Tadeuszem Wernerem (nazwisko podaję ponieważ na tego pana zarejestrowana jest wspomniana firma). Ale on w pracy miał być dopiero w poniedziałek 4 kwietnia. Podziękowałem i zawiozłem sprzęt do RAGZ. Zostawiłam tam całość plus wspomniane dwie zniszczone płyty. Po powrocie do domu wysłałem parę maili z kopiami, jak wcześniej. Wykonałem kolejny telefon do DSV i Pani powiedziała mi, że też przekazała sprawę p. Wernerowi i w razie czego RAGZ prześle mój odtwarzacz do ich serwisu.
W poniedziałek zadzwoniłem do p. Wernera z „Tele Radio Video”. Sprawę zna, ale okazało się, że z tego co on wie... mój odtwarzacz jest już naprawiony przez RAGZ i nie będzie do nich przesyłany. Ehhh....
Zapytałem też o kilka szczegółowych informacji, których udzielono mi w Federacji Konsumenckiej. Pan się zdziwił i powiedział, że wcale nie mają obowiązku wymiany sprzętu na nowy po drugiej naprawie. Sprzęt będzie naprawiany do momentu aż będą dostępne części i będzie to opłacalne. Wymienić mi mogą wtedy gdyby naprawa była nieopłacalna lub... zabrakłoby części. Więc nie wiem już jak to jest z tym, że po 2 naprawie tego samego elementu mam prawo żądać wymiany nowego sprzętu, a po 3 zwrotu gotówki.
No i poruszyłem też sprawę danych teleadresowych podawanych na stronach DSV i Centrali „Tele Radio Video” dotyczących RAGZ. Pomimo moich uwag do dziś widnieje tam adres ulicy Okrężnej.
W dniu 4 kwietnia, koło południa zadzwoniono do mnie z RAGZ z informacją, że... sprzęt jest naprawiony i czeka do odbioru. Pojechałem... Kolejna niespodzianka – panie wpadły w popłoch, bo okazało się, że mojego sprzętu nie ma, że został wysłany do Gdyni. No to mówię, że miałem rano telefon od nich, że sprzęt czeka do odbioru. Zdziwienie – więc pokazuje telefon i połączenia przychodzące. Jedna z Pań mówi, że to... nie ich numer. Długo nie myśląc oddzwaniam i odzywa się automat: „Serwis RAGZ, pracujemy bla bla bla”. Okazało się, że to jednak jest ich numer. 2, 3, 4, 5 minut... panie obie wracają z poszukiwania mojego odtwarzacza. Mówią, że miał rzeczywiście zostać wysłany do Centrali w Gdyni, ale po konsultacji techników stwierdzono, że jest ok. Wszystko super myślę. Była już 17, więc serwis zamykany, ale poprosiłem czy mogę sprawdzić jak działa. Wydawało mi się, że w porządku. Towar zapakowałem i wróciłem do domu.
Odczekałem godzinkę, aby się zagrzał, bo chłodno dziś i wilgotno. Podłączam, chce coś obejrzeć. Ale profilaktycznie po zakończeniu oglądania oglądam spody płyt. W domowym świetle coś mi się wydało podejrzane. Ochuchałem płytkę jak okulary i ukazał mi się piękny aczkolwiek delikatny okręg wyryty najprawdopodobniej przez soczewkę. Coś pięknego, druga naprawa i w zasadzie nic nie zostało zrobione. Jedynie wyeliminowano fakt, iż płyta nie wpada w takie drgania, jak początkowo. Reasumując druga naprawa (regulacja) nic nie dała. Po wyjęciu płyty prawie nic nie widać, ale po obejrzeniu nośnika pod lampką (halogen na biurku + lekko ochuchałem do zdjęć) widać delikatne otarcia... Zresztą zamieszczam poniżej zdjęcia.
Posłałem znów listy, załączyłem zdjęcia. Czekam na rozwój sytuacji. Ale jak widzę i czuję jestem kompletnie olewany. Ja jestem tylko jednym klientem, myślę, że takich mają wielu....
Przepraszam za chaos, jaki wdarł się do mojej opowieści. Ale niech każdy się dwa razy zastanowi, jaki kupuje sprzęt i do jakiego serwisu go oddaje. W moim przypadku wygląda na to, że są to moje ciężko zarobione pieniądze wyrzucone w błoto. Których nikt mi nie wróci. Jeśli ktoś chciałby jakoś pomóc to zapraszam do kontaktu. Mam w domu 20 letni gramofon Pioneera, ciut młodszy magnetofon i 6 letni amplituner. Działają znakomicie. Dwa pierwsze sprzęty mają napisane „Made in Japan”. Nowy DVD wyprodukowali na Tajwanie. Star dobry Denon to z kolei teraz „Made in China”...
Smutne to to.


A na koniec obiecane zdjęcia:

przed naprawą (pomiędzy pierwszą, a drugą naprawą)






















po (drugiej) naprawie




16 komentarzy:

  1. No ja też mam sprzęt firmy Diora (wzmacniacz i korektor) i jest naprawdę bardzo dobry w porównaniu z dzisiejszym gównem robionym w Tajwanie ku radości rzesz otępiałych i ogłuszonych zepsutą ględźbą medialnych karteli. Ale przecież żyje jeszcze garstka wartościowych słuchaczy i widzów, którzy płacą i wymagają właściwego podejścia i poziomu usług. Piszę ogólnie bo trudno się odniesc do wszystkiego w krótkim komentarzu do tak długiego tekstu.
    Moim zdaniem, te serwisy działają na zasadzie - masz swój sprzęt i odpierdol się to znaczy kup nowy tak samo dziadowski jak poprzedni. Jak ci się popsuje to kup nowy.
    Co do obsługi w serwisach jest wyjątkowo beznadziejna nawet jak na polskie realia. Typowo polskie w tym kontekście brzmi jak zniewaga w użyciu do sytuacji o łagodniejszym przebiegu. To po prostu jest typowo chamskie i niewychowane towarzystwo pozbawione kompetencji.
    Ten sprzęt powinien zostac wymieniony na taki sam nowy, tylko sprawny.
    Miałem podobną sytuację z magnetofonem Diory w latach 90-tych i bez problemu otrzymałem i to nowszy model. Chyba się prawo zmieniło na gorsze. W tym kraju to możliwe bo w nim zawsze patrzy się jak i komu by tu jeszcze dokopac.
    Pozdrawiam, Trzymam kciuki za sprzęt. Tom.

    OdpowiedzUsuń
  2. a to polska właśnie :/ ludzie pracujący w serwisach nie mają pojęcia co robią. amatorszczyzna. powodzenia, przesyłam dalej.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja kupiłem kiedyś DVD w Biedronce, wziąłem z wielkiej ściany, bo te DVD były poukładane jak cegiełki, część z nich spadła, część miała rozbite pudełka... Dałem mniej niż 100zł a sprzęt cud miód malina :) firma Electric coś tam, ale w sumie to przecież jest to samo co wszelkie inne sprzęty tego typu produkowane u skośnookich, więc po co dopłacać za znak firmowy??? Kiedyś już się tego nauczyłem, nie pamiętam przy jakiej okazji, że to wszystko jest TO SAMO, no może za wyjątkiem Yamaha, która raczej trzyma jeszcze jakieś standardy. Ja to w sumie wszystko na laptopa zgrywam - tam jest niezawodny czytnik i z niego odtwarzam co mi się podoba DVD w sumie używałem do słuchania MP3 "do snu". Jak chcesz mogę Ci wysłać to DVD bo go już nie używam - stan IDEALNY, a pioniera wystaw na allegro, niech inni się z nim bujają ;-) pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za wpisy. Dokładnie, teraz jadą na tandecie. Muszę poszukać czegoś taniego, co działa i nie rysuje płyt.
    A co z tym Biedronkowym - kimkolwiek jesteś (wybacz, ale nie wiem:)
    Z Pioneerem zobacz. Na Allegro nie mam sumienia, jeszcze ktoś się oburzy. Jedyne co to jakaś giełda elektroniczna i powiedzieć kupującemu wprost co jest...
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  5. "Aby odciążyć tego pierwszego do samych płyt DVD-Video, DVD-R nabyłem nowy – Pioneer DV-420 w kolorze srebrnym. W stacjonarnych zdzierających sklepach kosztuje ok. 400 PLN (sorry – 399), ale na Allegro znalazłem za 319 PLN"
    http://www.ceneo.pl/Dyski_twarde;0113-1;004+m0+n319;017P2-50026-50027-50028P6-18293.htm

    Zamiast odtwarzacza kupiłbyś lepiej dysk twardy i podłączył TV do komputera. Zrzucasz wszystko na HDD, a zabytkowe już płyty DVD leżałyby na półce jako ozdoba.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam przenośny dysk HDD. Ale mimo wszytsko lubię DVD, zresztą na czymś trzeba oglądać. A pod co podepnę dysk (w starym DVD nie mam USB). Oglądanie filmów z laptopa nie specjalnie mnie kręci...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakby to napisać. Żyjemy w Polsce, tutaj „made in Taiwan” (nie ten dobry sprzed lat) czy „made in China” to norma. Zmieni ten fakt jedynie sam Polak. To tak dodając do tego, że kiedyś było „made in Japan”. Kiedyś nie było takiej masówki, a my nie szukaliśmy najtaniej a dobrze. Teraz ludziom wystarczy „empegtrójka” i jest „zadowolony”.



    Lubię Pioneery. Gramofony uwielbiam. To były czasy... Ogółem zajmuję się hobbistycznie (bo pracuję jako informatyk, a nie jako serwisant, nie wyrobiłbym w takiej branży w naszym kraju) sprawdzaniem sprzętu muzycznego (osobiście dynamika jest dla mnie najważniejsza). Rozkręcam i sprawdzam co i jak jest w środku. I wiedz, że ten sam model o tej samej nazwie, ale kupiony w Polsce ma co innego (gdzie indziej wyprodukowano części) niż to, co idzie do innych krajów. Prawdą jest także to, że lepszy sprzęt napotkamy w Japonii, ale już nie koniecznie lepszy będzie ten od japońskiej firmy kupiony w Europie, szczególnie w Polsce.



    Co do naprawy w serwisie, być może to jest błąd serwisu, ale może być też tak, że użyłeś źle wyważonej płyty CD-R, DVD-R. Ja na przykład toleruję tylko płyty oryginalne, i to tylko wytłoczone z pewnych państw. Jeżeli muszę używać CD-R lub DVD-R to od razu sprawdzam, czy jest dobrze wyważona. Płyty też należy właściwie trzymać, a nie jak niektórzy, dotykać od góry i od dołu. Starszy sprzęt sobie jeszcze poradzi. Dzisiejszy jest tak delikatny, że byle pyłek przeszkodzi w funkcjonowaniu. A chodzi oczywiście o to, aby kupić następny sprzęt, jeszcze delikatniejszy od tego, co się ma.



    Ważną informacją też jest ta, że często do serwisów (nie wiem jak do tego, o którym piszesz, nie znam go) przyjeżdżają części po, nazwijmy to, w lekki sposób potraktowane przez firmy kurierskie. Im wisi czy czytnik będzie wieziony tak czy siak, byle paczka dotarła, a że finalnie może mieć wadę, która się ujawni później, to nawet nie są tego świadomi. A co to kogo? A, że nie na czas, no trudno. Wiem, bo pracowałem przez rok jako doręczyciel (przewoziłem bardzo znanej marki w Polsce części) w Warszawie, gdy studiowałem. Żyjemy w Polsce i każdy olewa każdego.



    Firmy produkujące sprzęt dobrze wiedzą, jakie gówno sprzedają na terenie Polski i bronią się wszystkim, czym mogą, żeby jak najmniej było naprawiane. To logiczne. Najgorzej oczywiście wypada na tym serwis, bo musi grać tak, jak mu każe firma, której sprzęt serwisuje.
    Z drugiej strony klienci...
    Jak było w tym przypadku, nie mam pojęcia, ale mogę Ci podpowiedzieć, że możesz oddać sprzęt do rzeczoznawcy. Jak stwierdzi, że wada występuje, to masz po problemie. Jednakże będzie cię to kosztować. Koszty zwrócone będą tylko w przypadku orzeczenia na Twoją korzyść. Rzeczoznawca nie musi być wskazany przez serwis. Może być to dowolna osoba z uprawnieniami RTV.



    Warto znać swoje prawa:

    W kwestii czasu naprawy decyduje dana firma, a nie sklep czy serwis. Na rozpatrzenie naprawy przez serwis czekać można do 31 dni roboczych no chyba że producent zastrzega krótszy termin w karcie gwarancyjnej. Czas naprawy po rozpatrzeniu roszczenia klienta określa producent sprzętu. Do producenta roszczenia, jeżeli trwa za długo. W przypadku starszego sprzętu bywa, że na części czeka się bardzo długo. Zależy od przewoźnika, z którym ma producent umowę. Sama gwarancja nie może być krótsza niż 2 lata dla każdego nowego sprzętu.

    Naragan

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki za długaśny post. Niestety tak jest jak piszesz...:)
    Co do nośników to nie ważne co i jak, czy zgrywane czy oryginalne rysował, a potem ocierał. nawet jeszcze niezapisane płyty tylko po włożeniu jej i rozpoznaniu jako "no disc". Płyta taka była już "przytarta".
    Po moich telefonach i sporej ilości maili - stwierdzono, że zanudzam ich mailami - chamy poproszono mnie o odesłanie sprzętu do serwisu Centralnego (na ich koszt). Tam znajduje się od ponad tygodnia, ale wczoraj dostałem wiadomość, że... dostanę nowy egzemplarz. Nie wiem tylko jeszcze kiedy i jak będzie działał. Dam znać.

    A serwisy i dystrybutorzy z praw konsumenta robią sobie $^#* i w prost wyśmiewają. Przestrzegam. Ostro trzeba walczyć o swoje.
    Dokładnie jak piszesz - masówka i najlepiej kupować jak najwięcej. Biznes się kręci.

    OdpowiedzUsuń
  9. Panie Łukaszu taki Pan kupił sprzęt jak Pana kultura osobista.Brak Panu absolutnie wychowania-tak ma Pan typowe objawy polskiej kaczologi

    OdpowiedzUsuń
  10. @ostatni anonimowy: nie bardzo rozumiem?
    przynajmniej mam odwagę się pod tym podpisać co piszę. sprzęt w końcu dostałem nowy - 22.04. Długo to wszystko trwało. Jeśli ma Pan, Panie Anonimowy coś do zarzucenia to bardzo proszę.
    A może pracuje Pan w którejś z powyższych firm (wstyd było się podpisać?).
    Nie mniej życzę Panu aby ktoś Pana tak traktował jako Klienta.

    OdpowiedzUsuń
  11. I można wiedzieć, co wyszło z tym sprzętem? W moim wypadku popsuł się telewizor LG. Przyjechała para z RAGZ i naprawili na miejscu. Do tego miła obsługa. Podłączyli wszystkie kable i jeszcze znaleźli mi kanały z jakiejś telewizji naziemnej cyfrowej. Wyłączyli wzmacniacz bo coś tam siał czy jakoś tak. Nie znam się na tym. Ogółem trwało to z 30 minut. Może inaczej traktują jak się oczekuje, że przyjadą. Już na infolinii LG mówiłam, a później jak oddzwonił do mnie serwis, że boję się o telewizor i nie chcę żeby bez potrzeby jeździł z Poznania do Łodzi i z powrotem.

    Senia

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziwne z tą miłą obsługą w RAGZ. Brak poszanowania dla człowieka, umawiają się, nie przyjeżdżają. Wmawiają, że byli, że dzwonili. Od LG się dowiedziałem np. że mój telewizor jest już serwisowany, dziwne, bo stoi u mnie w domu. Naczytałem się o RAGZ wiele niepochlebnych opinii, dołączam również i swoją. Nie polecam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie polecam, nie polecam. RAGZ to porażka, sprzęt po przejściach pojechał do serwisu centralnego do Gdyni... Obsługa też średnia, i raczej olewanie klienta... Dwa tygodnie nic nie dały, odesłano mi nowy sprzęt. Chyba też nie potrafili tego naprawić, albo nie specjalnie się im chciało. Współczuję tylko jak dalej trafił do sprzedaży i temu kto go kupił...

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam Ciekawi mnie jak to możliwe że soczewka porywała płytę? To prędzej już osłona lasera.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wyżalił się biedaczek, może jeszcze mamusi zakomunikuj, że ci się cos popsuło.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie kupujcie nic Pioneera !! Nie ma w Polsce solidnego serwisu !! Na części czeka się miesiącami bo sprowadzają je z Japonii !!

    OdpowiedzUsuń